2015/01/24

ILU KSIĄŻEK NIE PRZECZYTAM W 2015 ROKU


Nie było mnie tutaj szmat czasu. Pewnym było jednak, że wrócę i oto jestem. Przez tych kilka miesięcy moje życie wywróciło się do góry nogami, zupełnie zmieniło tor, a każdy dzień przynosi coraz więcej radości. Jestem w miejscu, w którym zawsze chciałam być, chociaż nigdy nie sądziłam, że fizycznie będzie to właśnie Wrocław. Miasto, które zachwyciło mnie niespełna pół roku temu, teraz stało się moim domemostoją. Wsiąkam w nie coraz bardziej. Doświadczam, przyciągam, obserwuję. Nigdy nie było tak dobrze.

Mogłabym napisać książkę o tym, co robiłam przez ten czas. Ile się zmieniło, czego się nauczyłam, gdzie byłam i kogo poznałam. Ale ja nie o tym. Mo przypomniała mi, o krążącym po facebooku książkowym wydarzeniu. Przeczytam 52 książki w 2015 roku brzmi jak kolejne niespełnione, noworoczne postanowienie. Chociaż gdyby... Gdyby założyć, że nie cel jest ważny, a sama droga? Nie lubię żyć 'od do', mieć sztucznie narzucanych deadline'ów i robić czegoś tylko po to, by dorównać poziomem do inncyh. Znam siebie, potrafię oszacować swój wolny czas i to jaką jego część chcę/ jestem w stanie przeznaczyć na czytanie. Nie chcę niewolniczo planować swojego roku tak, by zamiast cieszyć się chwilą i możliwościami, które przynosi nowy dzień, na siłę siadać do kolejnego rozdziału książki. Nie ma opcji żebym przeczytała tyle książek w ciągu 365 dni. Chociaż uwielbiam czytać, to kocham też robić inne rzeczy i nie wyobrażam sobie poświęcać każdej wolnej chwili na czytanie. Te zaś, które będę chciała poświęcić, niech będą przyjemnością, a nie obowiązkiem wynikającym z kliknięcia 'wezmę udział'. Z drugiej strony, czy jeśli dzięki temu wydarzeniu przeczytam chociaż jedną książkę więcej to czy nie warto do niego dołączyć? Czy jeśli przeglądając komentarze innych uczestników wydarzenia trafię na jeden tytuł, którego nie znalazłabym inną drogą to czy nie warto?

Nie chcę ograniczyć się jedną książką tygodniowo (w końcu są takie książki i takie dni, kiedy przeczytanie jednej książki w ciągu 24 godzin nie jest żadnym wyczynem), ani też przegiąć w drugą stronę zakładając, że przeczytam tylko jedną książkę na miesiąc. Czytanie przecież powinno być przyjemnością, magiczną chwilą w ciągu zabieganego dnia, kiedy siadam z kubkiem gorącej czekolady albo zielonej herbaty i nie przejmuję się kolejnym egzaminem, przeciekającym prysznicem, czy niezapłaconymi rachunkami. Nie chcę dawkować sobie tych chwil według wcześniej napisanego planu. Nie chcę mieć poczucia winy z powodu dnia bez książki. Nie chcę także traktowac tego jak noworocznego postanowienia. Niechaj będzie to coś w rodzaju wyzwania, motywatora, a zarazem publicznej deklaracji. W 2015 roku przeczytam... tyle książek ile zdołam, na ile znajdę czas i ochotę. Z wrodzonej przekory mogę natomiast powiedzieć ilu książek nie przeczytam. Na pewno jednej, a będzie to... Pięćdziesiąt twarzy Grey'a. Ani w tym roku, ani, prawdopodobnie, w żadnym kolejnym. To nie tak, że jestem uprzedzona. Na film pewnie się wybiorę, a i do książki próbowałam usiąść, ale się nie da... Po prostu się da. Poniżej chcę wam natomiast zaprezentować listę książek, które przeczytam i będę ją aktualizować na bieżąco, po każdej przeczytanej pozycji (przy tych które uznam za warte polecenia pojawi się taki: symboli zakładam, że stanie się to również kolejnym powodem do regularnego pisania na blogu. A właśnie, zapomniałam: witajcie z powrotem!

1. Osho - Bliskość 
2. Haruki Murakami - Kafka nad morzem