2014/07/06

SLOW BLOGGING


Monika z MO BLOGUJE jakiś czas temu zainspirowała mnie do napisania tego posta (koniecznie zajrzyjcie na bloga Moniki nawet jeżeli nie macie dzieci / temat macierzyństwa was nie interesuje / nie lubicie blogów parentingowych, bo naprawdę warto, chociażby dla genialnych zdjęć).  Będzie krótko, ale mam nadzieję, że w punkt.


Jak wiecie, dopiero niedawno wróciłam do blogowania po bardzo długiej przerwie. Wracałam z ogromnymi wyrzutami sumienia, planami na regularne (najlepiej codzienne) pisanie i niekończącą się listą pomysłów do zrealizowania najlepiej już, natychmiast. Tylko im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że coś tu nie gra. Wyrzuty sumienia, że nie wrzuciłam do sieci kilkunastu nowych zdjęć i kilku względnie zgrabnie dobranych słów, really? Trochę czasu mi to zabrało, ale właśnie teraz (wreszcie!) po prawie czterech latach blogowania doszłam do wniosku, że nigdy nie usiądę na kanapie u Wojewódzkiego. Jako blogerka oczywiście, bo mogę tam przecież zasiąść z tysiąca innych powodów, które nie mają w zasadzie znaczenia, bo nie lubię Wojewódzkiego (oczywiście, nie żebym kiedykolwiek tego pragnęła). Jednakże rozważając zupełnie hipotetyczną sytuację, nie mam żadnych, nawet najmniejszych szans, by pojawić się tam jako blogerka, bo zupełnie nie obchodzi mnie blogerski światek, ani to że mojego bloga czyta garstka osób, nie nazywam się jak marka samochodów i nie mam dwudziestu tysięcy fanów na instargamie czy innym lookbooku. Nienawidzę siedzenia na pokazach mody (zamiast tego mogę siedzieć nawet pięć razy dłużej na pokazie filmów bałkańskich filmów krótkometrażowych albo wykładzie na temat sztuki ponowoczesnej), więc już dawno dałam sobie z nimi spokój, jak już się zbiorę żeby pójść na zdjęcia to jako tło wybieram raczej zardzewiałe garaże albo dachy wieżowców i nie udostępniam nigdy żadnych konkursów, bo to strasznie sprzedawczykowe. Taka właśnie ze mnie blogereczka. I oczywiście to co robię jest super- wrzucanie ładnych zdjęć, wymienianie poglądów z ludźmi z całego świata, pisanie o dobrej muzyce i o tym, żeby się więcej uśmiechać. Ale jest super tylko wtedy kiedy robię to na swoich zasadach. Wtedy kiedy mam ochotę. Nie sztucznie. Nie pod publiczkę. I dlatego to jak i o czym piszę się zmienia. Kiedyś było bardzo fashion, teraz ma być bardziej lifestyle'owo, za miesiąc może być jeszcze inaczej, a za kilka lat (i to mogę wam obiecać z ręką na sercu) będzie stricte parentingowo. Wszystko się zmienia, bo musi się zmieniać. Ja nie stoję w miejscu i to co robię też nie powinno. Ale najważniejsze to wyluzować, taki slow blogging. I to jest właśnie moje dzisiejsze przesłanie.


Wszystkie dzisiejsze zdjęcia to wspomnienia ze SLOT ART FESTIVALU (a dokładniej jego dzięwiętnastej edycji z 2012 roku) o którym możecie przeczytać TUTAJ. Zrobiły je dziewczyny z Pal Sześć, u których możecie kupić fantastyczne tajdajowe koszulki. W dzisiejszym poście pojawiają się one nieprzypadkowo (zdjęcia, nie dziewczyny), ponieważ jutro wyjeżdżam na kolejny SAF (!!!), a to wiąże się z przejściem tryb slow- zero postów, zero fejsbukowej aktywności, możliwie mało telefonu.


Przedwczoraj wróciłam z najwspanialszego koncertu w moim życiu. Nie jestem w stanie nawet opisać, jak niesamowitym przeżyciem było zobaczyć w końcu Pearl Jam na żywo. Takie wydarzenia coś w człowieku zmieniają- spełnianie marzeń zmienia dużo, naprawdę dużo. Obiecałam, że pojawiają się tu zdjęcia z koncertu, ale niestety tak nie będzie, bo zdjęć nie ma. Jest na szczęście jedno nagranie- kompletny Jeremy- które wrzucę któregoś dnia na fanpejdż.


Strasznie te moje wakacyjne posty skąpe i nieuporządkowane, ale musicie mi wybaczyć- lato trwa w najlepsze, jest tyle do zrobienia, zobaczenia i przeżycia, że nie ma czasu na za dużo siedzenia przy komputerze. Bawcie się dobrze, odkrywajcie, poznawajcie nowych ludzi i róbcie super rzeczy. Do napisania!


(ph. Ula Kocjan & Weronika Micyk / okulary HIPPIE STYLE, sweter PULL&BEAR, beanie CUBUS)